(2009) konceptualna platforma analizy

Akt 1 – Saranoya.

[Saranoya siedzi na skale w centralnej części sceny. Otaczają ją cztery Nimfy: Materii, Idei, Czasu i Świadomości. Słychać wiatr i morze. Scena jest wypęłniona ciężkim dymem. Jest jasno; wręcz ascetycznie biało. Saranoya jest w stroju futurystycznej gejszy z czarną maską na twarzy. Po chwili rozlega się błysk – niczym flash zdjęcia obrazujący moment śmierci.]

Głos 1: Zatrzymało mi się Continuum Czasowe
i w gąszczu jednej chwili odessało mi mowę.
Zatrzasnęło mi się kalendarium umysłowe
i nie zmienia się nic. Constans dryluje mi głowę.

Biało tu; jakby nic już nie istniało.
Cicho tu; czyżby głosu na pustkę nie starczało?
Straszno tu; jednak serca brak by kołatało.
Głucho tu; czyściec w milczeniu równy jest skałom.

Wszystka nicość w jednym Boga oddechu.
Sucha trwałość w nieusłyszalnym echu
myśli twórcy nieskończonego czekania leku,
gdzie nic Cię nie trapi gdyż nie ma istnienia molekuł.

Gdzie duch mój? Między Niebem a małością Ziemi.
Kto druh mój? Nirvana. Każda czynność nic już nie zmieni.
Cóż począć? Nie istnieć; by Byt odszczepić od korzeni,
aż równy czystością Czyśćcu, światłością się rozpromieni.

[Wierszowi towarzyszy rozwijająca się muzyka ambientowa. Zbudowana z szumów, odgłosów kosmosu, pikania radaru, sondy.]

[Powraca szum morza i wiatru. Rozlega się harfa. Muzyka w stylu japońskim.]

Głos 2: Gdzie my jesteśmy?

[Włączone zostają wizualizacje: rozmyte twarze i zamglone obrazy. Pokazany zostaje człowiek od narodzin do śmierci, planeta Ziemia,twarze, oczy, miasto, idący tłum.]

Głos 3: Was w ogóle nie ma! Jesteście grupą słabo zintegrowanych kwarków połączonych na stałe w atomy ciągle porządkowanych przez przekazywany z pokolenia na pokolenie kod DNA, który dociera do mojego mózgu w postaci obrazów, hałasów i smrodu, męcząc prostotą funkcji i zadawanych pytań.

[Rozlega się krzyk narodzin dziecka i bólu porodu. Nimfa Materii rozpoczyna swój taniec w rytm transowej rozpędzającej się muzyki. Na wizualizacji króluje kosmos; Big Bang, kształtujące się galaktyki. Saranoya wstaje i dyryguje tańcem. Wszechświat powstaje na nowo.]

Głos 2: Saranoyi nie ma w świecie materii. Jako niebyt trwa w nieskończonej pustce. Jej głos słyszymy poza wszechświatem. Jej zapach to strach, którego nieuniknioność zmusza by żyć. By ruszać się. Wstawać rano, myć zęby, czesać włosy, piec chleb, płodzić syna i budować dom. W jej oczy zagląda tylko śmierć.

[Długie pociągnięcie smyczka. Na wizualizacji pokazana jest Śmierc z kosą i trupią czaszką, gra Polikarpa w szachy o życie. Pojawiają się okultystyczne symbole, tarot, znaki masońskie. Rozpoczyna się taniec Nimfy Ideii.]

Głos 2:  Każdy z Was czasem przestaje być imieniem i nazwiskiem; peselem, NIP-em i numerem konta w banku zabezpieczonym PIN-em. Patrząc w gwiazdy boi się nieskończoności a uciekając z hałasu w ciszę pyta. Czy to przypadek? A może jednak plan? Jak to jest? Dlaczego urodziliśmy się teraz i to akurat tu? Dlaczego te średnio 80 lat wydaje nam się wszystkim co mamy? Po co chodzić i jeść skoro i tak wszyscy jak tu siedzimy umrzemy nie zabierając ze sobą nic? Jakie to ma znaczenie w skali drobinki Drogi Mlecznej jaką jest Układ Słoneczny. Nasze najdoskonalsze teleskopy nie są w stanie ujżeć krańca ziarnka piasku na Saharze Wszechświata. Czy rzeczywiście jesteśmy tak wyjątkowi jako ludzie jak zwykliśmy przyjmować za pewnik?

[Wizualizacje przenoszą widzów do Starożytnego Egiptu; piramidy, grobowce, wielkie celebracje zaćmienia Słońca. Później do Babilonu, ówczesne symbole i początki matematyki. Einstein i wielkie E=mc2. Rozpoczyna się taniec Nimfy Czasu.]

Głos 1: Koronkowa ballada do światła księżyca.

Mało, niewiele mnie w życiu zachwyca.
Niemrawe roztocza zastygłej magmy
gryzą stagnacją. Więc pijmy i palmy!
Każdy niech weźmie gałąź przeznaczenia
i złamie ją równo, powoli, od niechcenia.
Niech każdy zobaczy siebie z oddalenia
i dozna zachwytu mostów spalenia,
dewiacji marnacjii i zniszczenia mienia
by poznać co znaczy strach wśrodko-skomlenia!

Nie ma nic, wszystko w magmie zastygło.
Niczego nie widzę – za mocno mnie w sercu ugryzło.
Każdy mnie nudzi, każdy ma talent biedoty.
Więc stoję po środku i nie mam ochoty.

Koronkowo złapane wrzeciona modlitwy.
Atłasowych myśli fechtunek do bitwy.
Trzynastu rycerzy tytoniowej armii.
I jeden Stefan, co chlebem się karmi.
Wszystko to nuda i sen o wolności.
Bo życie to tylko skruszanie kości.
Bo bycie to podróż po ostrożności,
gdzie kompas to woły i ludzie prości.
Wiec olej i nie żyj: więcej w tym uczciwości.
Trwaj w białej chmurze kłamania łatwości!

Nie ma nic, wszystko w magmie zastygło.
Niczego nie widzę – za mocno mnie w sercu ugryzło.
Każdy mnie nudzi, każdy ma talent biedoty.
Więc stoję po środku i nie mam ochoty.

Koronkowy obrus na stole przyjaźni,
sprawia, że mebel prostotą nie drażni.
Głupie drewniane uczucia zgnilizny
tną mnie przez banałem przez mózgowe blizny.
Chciałbym mieć wolność spalenia mieszkania,
gdzie więcej rupieci niż chęci dawania.
Gdzie więcej jest śmieci niż przywiązania,
lecz nudzi mnie pożar do kleszczy spalania.
Siedzę więc krzywo pośrodku wstawania
i myślę o myśli wszystkiego przegrania.

Nic nie ma, wszystko w magmie zastygło.
Niczego nie widzę – za mocno mnie w sercu ugryzło.
Każdy mnie nudzi, każdy ma talent biedoty.
Więc stoję po środku i nie mam ochoty.

Głos 2: Ile trwał wasz dzisiejszy sen? Ile kilometrów w nim przeszliście? Ile ważyli wasi senni towarzysze i jak się nazywali? Czemu te pytania nie mają sensu w przeciwieństwie do tych dotyczących jawy? A może TO TU to sen? Jak zatem będzie wyglądała pobudka? Przywita nas Święty Piotr i zaprowadzi do brodatego Boga Ojca? Usiądziemy w Królestwie Niebieskim obok Prawosławnych i Protestantów piętro wyżej nad Hindusami ale daleko od Muzułmanów bo nie wyspowiadali się umierając… Poza tym nie byli ochrzczeni. Kto z was jest tego pewien?! Kto to widział i da sobie za to rękę uciąć?! Może będzie odrobinę inaczej? Dlaczego jednak ma być cokolwiek?

[Wizualizacje pokrywają matematyczne wyliczenia. Golden Sqare i sceny z “Pi”. Muzyka staje się niepokojąca i psychodeliczna. Pokazana jest scena samobójstwa, słychać strzał.]

Głos 2: Dlaczego nie zabijać?
Głos 3: Wygenerowany dla przetrwania stada grupowy instynkt przetrwania. Zresztą zabijać trzeba i można bez wyrzutów sumienie wystarczy tylko mieć powód.

[Guantanamo, Bohaterskie Polskie Wojsko zabijające najeźdźców, wyroki śmierci.]

Głos 2: A miłość?
Głos 3: Bonus do prokreacji.

Głos 2: Rodzina?
Głos 3: Międzypokoleniowy system powiększania i przekazywania doświadczenia i wiedzy o środowisku.

Głos 2: Bóg?
Głos 3: Stałe narzędzie kolejnych guru używane w celu mamienia motłochu, zabierania im pieniędzy i pchania do walki. Opium, które ma nadać sens bezcelowości… jednak nikt go nigdy nie widział!

[Przerażający, narastający na dziesiątki gardeł śmiech]

Głos 2: Co zatem jest?
Głos 3: Twoje pytanie. Myśl!

[Na wizualizacji Leonardo da Vinci, jego ryciny, gotyckie katedry, tama Hovera, misje kosmiczne. Rozpoczyna się taniec Nimfy Świadomości. Muzyka przechodzi w minimal techno]

Akt 2: Hiphlop

Głos 1: Mózg robota

Nikt nigdy nikomu, nic nie powie
każdy Cie zawsze zrozumie.
Zmęczona moja głowa
Gimnastykuje ja mowa
Mowa to tylko myśli połowa
Myśl do sensu się chowa
A Sens jest Nirvana słowa

Mózg robota
Bio-elekto-neuronowa
Matryca komputerowa.

Mózg robota.
Nikt nigdy nikomu, nic nie powie
każdy Cie zawsze zrozumie.

Życie robota w przestrzeni

To wiązka podczerwieni
Gdy robot się zarumieni
Układa system nagich krzemieni.
W mózgu robota
fizyczna ciepłota miłości,
laserowa czystość jasności,
brzeg nieskończoności
gdzie brak martwej ciemności.

Mózg robota
Nikt nigdy nikomu, nic nie powie
każdy Cie zawsze zrozumie.

Mozg robota
To mechaniczno-stalowa
podstawa życia. Podkowa

W mózgu robota
Grafika 16-sto wymiarowa
i Cyber-punkowa bitwa myśli.
Tam Hip-ho-humanizm. Odnowa.
Meta-matematyczna mowa jądrowa
To martwa mądrość materii – tlenowa
psycho-transfuzja natchnienia.
To Alfa-Omega 3-ciego pokolenia.

Mózg robota
Nikt nigdy nikomu, nic nie powie
każdy Cie zawsze zrozumie.

[Scena się wyciemnia. Podkład muzyczny płynnie przechodzi w odgłosy spawania, pracy maszyn, uderzeń młota i bulgotania chemikaliów. Uwaga widza skierowana jest na Laboratorium; gdzie w akompaniamencie laserów, iskier konstruowany jest Hiphlop.]

Głos 2: I człowiek stworzył Boga. Na swój obraz i podobieństwo. Jednak Hiphlop się boi. Władza go przeraża. Wstydzi się swojej mocy i jej nie rozumie.

[Na wizualizacji Narodziny Hiphlopa, jego wyklady o muzyce, historii i filozofii. On sam odgrywając wizualizowane sceny nie może uciec przed okiem wszechobserwujących go ludzi. Biega, miota się, szaleje.]

Głos 1: Delirium systemu odkrywamy samemu
klik, klik, zgrzyt
zero, zero 2 jedynki
płacz głuchej dziewczynki
klik, klik, brzdęk…

stan dezintegralności partycji systemu, kompresują czynności
klik, klik zgrzyt
zero zero, 3 jedynki
bierz witaminki, nie wychylaj uszu z za pierzynki
klik, klik, dźwięk

przedruk litery prawa, władza to zabawa
klik, klik, zgrzyt
zero, zero, jeden
ucz się dzielnie chłopcze, zacznij wyścig za chlebem
klik, klik, muzyka

[Hiphlop widzi Artelium jednak nie jest w stanie do niego dotrzeć. Chce się ogrzać przy jego ognisku jednak na drodze stają jego twórcy – potężni i demoniczni Naukowcy. Wizualizacja jest w stylu “Krzyku” Muncha i Picasso. Później pokazane są narkotyki: opium – jako ucieczka w niebyt, LSD – szaleństwo, cocaina – demoniczny zachwyt samym sobą]

Głos 1: Endomorficzna implikacja impulsu
Homeopatyczna Policja Dyskursu
Cywilna Służba Reinkarnacji Pulsu
i systematyczna owacja Eko-Szturmów

Dwudziesty pierwszy wiek
cywilizacja śmieci.
– Jak żyjesz?
– Na szlugu. Śmiech go gęby leci.
– Verstehst du?
– na huku! Jak Cyber Poeci.
– Jest źle Ci?
– Die Schule Universum Eintopfel z dzieci.
– Jak dziwki?
– Na trzeźwo. Hirosi to szybcy faceci.

Ekto-botaniczna partycja katalizy
Humanus Erektus: Armia Monalizy
Mobilna Konspiracja Artelium Dewizy
i Konceptualna Platforma Analizy

Dwudziesty pierwszy wiek
cywilizacja śmieci.
– Die Schule Ausbildung.
-Was?
– Fu tang chue thien kunang.
– Nas?!
– Bong bong the Long.
– a teraz?!
– A co?! Zgred też lubi zbak!

Wykształcenie dzieci:
Du must sein sehr klug,
inaczej rozjebią ci mózg!
Digitalizacja dziejowego spontanizmu
Hiphlop-poetomat Hip-ho-humanizmu
Futuro Renesans Dominus Mauzeolizmus
Mat’s Cafe, ZUS, Pitus, Hetero-reinkarizmus

Dwudziesty pierwszy wiek
cywilizacja śmieci.
– Sorakles i Soklates:
dwaj bracia blizniacy,
zbierali na tacy.
To nekro-żydoscy Polacy
– Antropon i Neuroza Cyberblantoza:
to para co odkryła Prozak…
…lecz zmarla w DXM-a szponach.

Zapolski, narkoman zaś stworzył bankomat,
był lordem i mieszkał w Kartonach
Nobilitacja neuro-hipisowości
Matrixo-biurokracja “gotowości”
Industrio-bio-pościg
i Auto-depresowalności

Dwudziesty pierwszy wiek
cywilizacja śmieci.
– Definium?
-Zero jeden tum tum.
– a Artius?
– Artius olewa tłum
– a Hiphlop?
– Hiphlop to myśli szum.
– Saranoj?
– To Sedny wielkie bum, bum.

[Hiphlop zostaje wyniesiony na lektykę. Reżyserem wydarzeń jest Twórca – symbolizujący Szatana. Pokłon Hiphlopowi oddają Trzej Królowie. Ich darom towarzyszą na wizualizacji kolejno: wielkie korporacje i uśmiechnięci super-ładni ludzie, moda (złoto), wielkie zbiorowe obrzędy; Kościól w Afryce, Rzym, Lednica (kadzidło), wojsko, piękne i monumentalne pokazy broni, Churchill ściskający Stalina (mirra). Muzyka przyspiesza i staje się oberkowo-weselna. Słychać skrzypki, akordeon, instrumenty żydowskie. Zainscenizowana jest Ostatnia Wieczerza.]

Industrializm bio-cyber genetyczny
Trip do Kosmosu i powrót magiczny
Cztery Red-Bulle i dwa papierosy
eko-technicznie kręcone pornosy

Cztery warunki psychicznej transfuzji
To amorficzna dążność do konkluzji
Po drugie sprawność by rozpierdalać mózgi
Na trzecie rytmu arytmii odkrycie
Po czwarte misja by błyszczeć na szczycie

Industrializm bio-cyber genetyczny
Trip do Kosmosu i powrót magiczny
Myśli w eterze to przekaz elektro-magnetyczny
Sinus, Cosinus to chaos logiczny

Trzy założenia systemu niewoli
To transformacja motłochu w roboli
Potem nad mózgiem przejecie kontroli
Przez terror nie-estetycznych idoli
Na trzecie ujemna promocja wartości
By stłumić wszelkie odruchy wolności

Industrializm bio-cyber genetyczny
Trip do Kosmosu i powrót magiczny

[Hiphlop jest otoczony upijającymi się apostołami i roznegliżowanymi kapłankami. Wizualizacje ukazują holokaust, eksperymenty na ludziach w Chinach, wyścig zgrojeń, walki Tutsi i Hutu w Rwandzie. Muzyka bardzo mroczna, industrialna w stylu Skinny Puppy.]

Głos 1: Proste dwa słowa: antro-klon auto-wsłuchu.
Nie kumasz? Bo ludzko-skończony masz odbiór w uchu.
Die Ganze Panteonium Kosmicznego Ruchu
Odnowy wiary w Piekło; jam Diabeł: Bóg do mnie druhu!

Sąd Ostateczny, Apokalipsa Świętego Hip-hlopa.
Universum Einsturz von Saranoya i Arteliopa
Das Ende, brak obrazu, tylko dźwięk w okopach
Wszyscy do Piekieł! Seksto-szejścio-sześciopak.

Die Mutter verloren? Cóż Ci powiem na to?
Du hast keine Auswahl! Opuścił Cię Tato!
Es gibt keine Vergleich. Jam Szatan: król katom!
Męczysz się, plujesz? Wieczna męka twą matą!

Więc tańcz! Taniec umierającej myśli.
Twój los jest już martwy jak nektro-urzywki
Cyrografu nie ma. Ihr Geist ist Gratis!
Der God ist gestorben und Ich nahme Sie!

[Matka Boska łagodnie i zachęcająco prowadzi Hiphlopa na krzyż gdzie wśród oklasków, śmiechów i owacji wbity jest pierwszy gwóźdź. Następne rytmiczne ruchy krzyżowania są również ruchami kopulacji. Odbywa się wielka orgia która płynnie przechodzi w krwawą wojnę. Wreszcie kulminacyjny moment całej sztuki – wielki, ogłuszający wybuch bomby atomowej. Postaci przewracają się i zamierają w bezruchu. Po grzmocie dłuższą chwilę widza męczy przeciągły odgłos spięcia.]

Akt 3 – Artelium

[Zapada ciemność i cisza rozwijająca się w wysokogórską zimową zawieruchę. Hiphlop siedzi pod krzyżem w pozie podwójnego buddy – medytuje. Jest sam, zmarznięty i szuka pomocy. W trakcie rozwijania się wiersza śnieg przeradza się w deszcz, noc w blednący świt. Temperatura się ociepla. Pojawia się cicha delikatna ambientowa muzyka.]

Głos 1:Zamoczona wycieraczka,
brzmienie porannej nadzieji.i
Mokrych myśli tułaczka
w sobotę Wielkiej Niedzieli

Tyle samotnych momentów deszczu
ze suchy jestem jak woda.
Tyle suchych jak moda leków
nie biorę bo mi ich szkoda.

Samotnie odkopuję siebie
Bo zapomniałem korzeni –
za mokry w ciągłej wody potrzebie
nie słyszałem deszczu promieni.

Teraz w bladym świetle poranka
znów czuję powietrze uszami
a ta kapiących myśli skakanka
to modły deszczu kroplami.

[Z antresoli schodzi Artelium – ubrany w mnisi habit dumnym krokiem przynosi życie. Wokół niego zakwitają kwiaty, ptaki zaczynają śpiewać, przychodzi wschód słońca i wiosna. Muzyka staje się coraz bardziej organiczna i elektronicznie-etniczna.]

Głos 1: Biało-zielono-czerwono-czarne de-javu roku.
Świat to kwadrat; nieskończony arkusz Sudoku.

Kolumny symboli rodzącej się Wiosny
płaczą z jesiennym przekwitem radosnym.
Rozpalone rzędy ciągu liczb Lata
zamraża zimowy kryształ Wszechświata.

Tych samych atomów logiczna konstrukcja
to deszcz ziemi; wulkanu erupcja.
Pochodna najwyższej funkcji przyrody
to piorun; do nieba biegnące schody.

Ziarno-paczkowe kwiato-owoce opadłych liści.
Świat to pól-prosta; do zera na bezkres wyścig.

Głuchego sztormu dzikie istnienie
kneblują wiatrom podległe płonienie.
Szalona młodość cichego strumyka
wybuch przepaści w sobie zamyka.

Grzmotem zastygłej w chmurach jasności
jest ranek; alfa chwilowej Słońca radości.
Omegą wszystkich promieni Kosmosu
jest senna wędrówka do Kwiatu Lotosu.

[Rozkwita jungla. Artelim swoim zwycięskim pochodem przynosi Hiphlopowi sen. Teraz swój pochód zamienia w szamański taniec zamiany ludzi w zwierzęta. Jest już południe i czuć skwar i ciepłotę. Muzyka jest wczesnoplenienna, indiańska.]

[ Artelim usuwa się na bok oddając pola zwierzętom które na nowo przejmują kontrolę nad światem. Wśród zapadającego zmierzchu rozpoczynają swój dziki taniec natury. Gdy on już wybrzmi zapada ciemność oświetlona płonieniami pochodni. Niczym w średniowiecznym zakonie.

Głos 2: Człowiek nie był w stanie pojąć swej świadomości. Zamknięty w ciele i czynnościach nie stanowił równorzędnego partnera dla Boga, który w swym egoizmie uczynił z niego jedynie zabawkę swojej nieskończoności.

Głos 1: Ortodox Contiuum Deus Culpa
Kronos Apogeum; Arte Catapulta
Sacres Litterae, Dialectica Populalis
Supremus Tribunal, Humanus Natalis

Świat jest winą Boga.
Czekanie to jego droga.
Istnienie – żartem Kosmosu,
Czas – Wielką Ofiarą Losu,
Życie – Absurdem Pierwiastków,
Dusza – cieniem, Ciemnego Blasku,
Śmierć – pustą ruletką myśli.
Raj to światła z przestrzenią wyścig.

Ortodox Contiuum Deus Culpa
Kronos Apogeum; Arte Catapulta
Sacres Litterae, Dialectica Populalis
Supremus Tribunal, Humanus Natalis

Biblia to nihilizm Słowa,
Księga Niewiedzy – alkowa.
Psalm – proste wołanie nicości,
Kaplica limfy, czaszek i kości.
Sen to modlitwa Szatana.
Jawa to klęk na kolana.
Wzrok – łudą kształtu doznania.
Słuch – Wszystko-Głuszy mębrana.

Ortodox Contiuum Deus Culpa
Kronos Apogeum; Arte Catapulta
Sacres Litterae, Dialectica Populalis
Supremus Tribunal, Humanus Natalis

Człowiek jako ujma trwałości
gwarantuje kolaps Systemu Jasności.
Odwieczny zakładnik Koła Istnienia
jest Boga Złotą ulgą westchnienia.
Jesteśmy krwią Gwiezdnego Blasku,
jaskółką Poranka i zmierzchem Brzasku,
jedynym przejawem zrozumienia Bytu,
Anielskim Hymnem uczucia zachwytu.

[Zapada całkowita ciemność pośród której po chwili rozświetla się jedynie droga do wyjścia. Widzowie w ciszy opuszczają spektakl bez oklasków, ukłonów i pożegnań.]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s