(2009) neodecadence

© Phrizee

pbr VS sc:r, Wielka Niedziela,apr, mm9, Weeze (DE)

1. Jak Matyldzie *z Leona Zawodowca
każda twarz mym uczuciom jest obca.
Pasterzem nie jestem lecz wilk ja czy owca?
W moich uszach sucha szorstkość prochowca
Zamiast serca – Syberia Lodowca
W moich żyłach śmiech płaczu chłopca
Powtarzam: Czy wilk ja czy owca?

2. Dzieciństwo: więcej krzyku niż domu,
skandale, krew, Milicja, brzdęk łomu,
sekrety (“Wiedz ale nie powiedz nikomu!”).
Konkrety: praca nie bieg do dyplomu.
– Sukcesy: dwie dekady bez chlorku bromu.
Wszystko to wyciek mej duszy grobowca.
Powtarzam: Czy wilk ja czy owca?

3. Jak Ghost Dog głuchy na świat,
w ciemności z milczeniem jak brat,
samotnie szachuje siebie…szach mat!
Odgryzam sobie grdykę jak wytrawny kat
i zjadam ja z zimna ciężaru mych wad.
W moich żyłach nałóg krwi i makowca.
Przepraszam. Czarny wilk, szczur i owca.

4. Jak Rocki pobiłem świat długi i szeroki.
Były dziwki, poker i ścieżki koki.
Byłem dziki i chudy ale w gębie głęboki
Dwa nawyki: “Nie mow prawdy” i “Wtykaj wtyki”.
Dla elity: raper z Ameryki”.
A ja pragnę tylko ciszy. Chowam się do pokrowca.
Odchodze, martwy wilk, szczur i owca.

5. Druga zwrotka, Schoor nie kończy bez środka.
W paszczy kotka socjotechniczna motka.
Raz jest lepiej raz totalna wywrotka.
Nic nie zmieni o mnie pamięci plotka.
Bo w kieszeni – wygrany los toto-lotka:
czarna kreska na oczach, 1-wsza strona brukowca.
Powtarzam: Czarny Wilk, Schoor i oWCa!

opis odautorski:
pbr – psycho black rat
sc:r – schoor
WC – World Champion

Right dort, may,mm9, rotterdam

1. I’m the ruler of my intern world
My sword is my intergalactic word
I speak to Lord thrue magical wall
I know I’m right and I swear I’ll go on

2. Ich bin Fueller , check up my accord
My man is Schooler, he is my award
His music, poetry and art…
I’m he, I’m me. Wo ist er?! Right dort!

3. Ja jestem Stefan, I play everyday
I’m not deaf, apart what they say
I pray like a monk, my life is one day
You wanna join me? Climb on Hip-Ho-Hu Way

(…), 26 may, mm9, 71

Mam wypalone oczy smutkiem patrzenia w nieskończoność.
Nie mam już nic poza własną fantazją w której nie ma człowieka tylko własna iluzja i własne zdarzenia.
W moim świecie nie ma jedzenia są tylko atomy.
Nie ma czasu, są tylko uśmiechy i szum własnych myśli.
Niczego nie chciałem, wszystkiego dostałem za dużo.
Za dużo myślałem. Za wiele łez wypłakałem. Za dużo żyłem i za wiele reguł złamałem.
Teraz nawet sen nie jest snem ale jednostką niebytu.
Nawet piękno nie istnieje bo wypaliłem w sobie proton zachwytu.
Jak cieszyć się marzeniem kiedy niczego już nie ma poza jednego mego palca skinieniem?
Muzyka rebutuje mi system; ale jak skasować wizje procesora ludzkości?
Jak rodzić się w sobie bez mózgu, własności i neutralności?
Jak zakończyć wyścig nieubłagalności – w którym nikt mnie nie widzi bo każdy ma wszystko a ja tylko zwichnięte, zamknięte i złamane kości: ostrości i samotności?
Czy ktoś w ogóle czuje jak ja?
Czy ktoś rysuje dwa minus dwa
by przejść przez ulice w której czas nie mija?
Czy ja widzę choć jedną osobę na dzień? Czy to cienie mego trwania
w grobie nieskończonego wizji zadania?
Tylko wiara którą sam wymyśliłem daje mi siłę o którą nie prosiłem kiedy twarz w przeszłości myłem.
Nic już widzieć i słyszeć nie chcę
poza dotykiem przeszłości w której wiem, że nie lecę.
Inaczej się nie da
choć mam prawo veta
jedyny na ludzkość odkryłem jak smutna planeta
gdzie jedna kobieta,
jedna kaseta
i jedna nieskończona łatwości tandeta.

Droga Samuraja XXI wieku, 4 jun, mm9, 71

Szaleństwa nie ma POD WARUNKIEM, że nikt cię nie widzi
Czas nie istnieje CHYBA, że myślisz inaczej
Kraść każdy może ALE tylko własne rzeczy
Nic nie powstanie DOPÓKI nie dotkniesz tego palcem
Miłość jest fikcją ale KAŻDY czyje ją w sercu
System jest durny O ILE nie wiesz jak go naginać
I’ts simple and stiupid UNLESS you’ve discovered yourself
Tyle pytań i tyle dróg do WYBRANIA ale jedną bierzesz bez wachania
It doesn’t make any sense?! DOES it!!!

Jedni po prostu mają kisiel zamiast mózgu, 9jun, mm9, 71

Ref. 1.Abstrahując od wszystkiego co na mój temat wygadywano,
konkludując ideę, którą chciałbym by zapamiętano,
przekazawszy ludzkości Wrocławsko-Grunwaldzkie “Siemano!”,
pisząc życia nowelę w której ja Don Juan Stefano…

1.Jedni po prostu mają kisiel zamiast mózgu!
Jedni grają – inni słuchają na łóżku.
Jedni mamroczą – inni gadają po ludzku.
Jedni: galarety – inni ciągle na huku,

2. na drabinie losu, doskonali w swym fachu
nie dają się stłamsić; bo czy Londyn czy Kraków,
czy więzienie, kościół, czy krąg swoich chłopaków
nie boją się bycia, odkrycia, wycia i strachów!

Ref. 2. Akceptując wszystko z czego mnie przymusem wyspowiadano,
kontrolując paralelę w której “trip” jest natchnienia śmietaną,
pokazawszy łatwości rymowanki mej połamane kolano,
mają tycia kartele (bo w każdym mieście już mnie poznano):

3. Jedni po prostu mają kisiel zamiast mózgu!
Jedni chwilę chwytają – inni im ją zabierają.
Jedni marudzą powoli – inni na nich harkają.
Jedni robią bzdety, kiedy inni bakają

4. na drabinie losu wciąż w górę się wspinając.
Nie dając się stłamsić ani aby o nich zapomniano,
nadając swym planom kształt, wigor i siano
czekają by wreszcie ich serce prawdziwie pokochano.

Ref. 3. Atakując wszystko o czym myślałem rano,
kalkulując talerze, mikser, wokal i piano,
pomyślałem, w wierze, że pokażę draniom
kolejny dowód by mnie słuchano nie bano…

5. Bo jedni po prostu mają kisiel zamiast mózgu!
Jedni walą – inni naprężają muskuł.
Jedni trwają, niezłomni jak ojczyzna Basków
a inni się ścielą pełniąc rolę oklasków.

6. Zakrywają swą twarz w przyciemnianym kasku,
by przypadkiem nie dostrzec wartości blasku.
A gdy szczypie zmywanie sumienia zarazków
łatwiej jest zbesztać, zagadać i zakazać kontaktu…

Boże!, jak mi Ciebie brakuje, 12 jun, mm9, 71

Boże!, jak mi Ciebie brakuje!
tak szybko to mija i tak mocno wciąż kłuje.
Jak strasznie dziękuję,
że tak blisko Cię czuję
i Ciebie w myślach ilustruję.

Jak lustruję luminację
i za siebie Ciebie kupuję.
Ja jak wujek co łapie i pluje
emocjami swoimi handluję.
Ja Ciebie słowami deklamuję

i ciężko haruję…ale siebie nie upoluję…
Co robić by życie jak kwiat
nie szybciej a indziej zakwitło?!
Jak rozsmarować jak smarowidło
epicką balladę Stefano-Homerycką;

gdzie lico idzie każdą ścieżką uliczną
podróżą magiczną?!
Więc raz biegnę, raz znikam
raz świecę, raz lecę.

Zawsze do Ciebie i nigdy w potrzebie,
w pogoni zlewie, na jawie
czy w sennej zenu Słońca zupie zwierzeń
nie wątpiłem w szczerą intencję twych prostych spojrzeń.

Jak korzeń pełen schorzeń
w kolorze litanii i upokorzeń
nie straciłem nigdy czystości
oblicza litości, przyjaźni,
nicości, radości, wierności,
wiary i wiarołomności.

Jak kości, jak bożki
czy broszki i Włoszki,
mośki, łoś, koń,
broń i błogosławioności
twe słowa Wolności

były mi ścieżką w ciemności neutralności,
w szczerości samotności
w bieli świetlistej tańca gibkości.

Yo! Ce passa? Bonjorno, Bonjuir i Dzieńdobry!

Odpowiedz nareszcie!
a Wy walecznie węszcie statecznie
wobec wyobrażeń
stosu sytuacji i skojarzeń!
Wyobraź co sobie
samo przez się stać się może.!
Lecz, (Boże!) ja niczego nie chcę
prócz modlitwy Twej w każdym walorze…

Taniec, muzyka, obraz i brawo, 23 jun, mm9, wwa

1. Samotny i niezrozumiany –
Świat, gdzie się stykamy i dotykamy.
Ciągłe plany. Ciemne plamy.
Czasem trwamy albo wracamy do mamy.
Jedne klany – różne stany.
Zboża łany i obrazy many;
“wszystko” ściszamy, “nic” podgłaśniamy…

Ref. 1. Bo Hip-hop to męskie braterstwo,
mnisi kaptur i dobroci rycerstwo.
Tutaj porażką odnosisz zwycięstwo
bo droga perfekcji to nasze szaleństwo.
Więc raz jest klawo a raz szarawo,
raz ławą, raz sam z nogą kulawą
walczymy o spokój, o sen co jest jawą,
o Zen w którym Świątyni nawą
jest taniec, muzyka, obraz i brawo!

2. Sycący lecz niedojadywany –
Świat gdzie się ścigamy i wymijamy.
Ciszy rany i Światło-ściany.
Czasem gramy, częściej przed grą uciekamy.
Jedną miarą gdzieś zawsze niechciani
prosimy o litość lub głowę ścinamy
a wszystko to na nic, bo wszystko już mamy…

Ref. 2. Bo Hip-hop to męskie braterstwo,
mnisi kaptur i twardości kalectwo.
Tutaj namiastką jest Życia rodzeństwo
bo Joga obiekcji to nasze szaleństwo.
Więc raz jest łatwo, raz martwo,
raz lawą, raz Styksem, raz kawą
płyniemy do Słońca czekania zabawą
by ujżeć i uwieść Dłoń Niebieskawą
gdzie taniec, muzyka, obraz i brawo!

Stanio-czekanie, 25 jun, mm9, wwa

1. Co sobie myślisz kochanie
gdy z nim, nie ze mną szykujesz śniadanie?
Duszy ssanie? Polne łanie?
Przemijanie? Wolne łkanie?
Odkrywanie? Stanio-czekanie?
Czy Eukaliptusu owocu maczanie?
Na stanie: branie, motanie
palcy wkładanie,
w muzgu łat łatanie,
zasp zasypywanie,
nazw odgadywanie,
dat kompresowanie,
czas – dekonwertowanie,
lat nieodgaywanie…
Bat! Bajanie…kochanie…

Ref. 1. Od ilu lat wymyślamy siebie!
Jak dwieście dwadzieścia wat.
W moim mieście bez skaz
gdzie ja rad, gdzie druh – chwat,
ojca mat, ulic ład
rapu kat, muzy szmat…
Nie ma Ciebie a ja się kolebie…

2. Co sobie myślisz kochanie
gdy jemu nie mnie przynosisz śniadanie?
Dumy branie? Z góry sanie?
Pozowanie? Żygu grzyba kanie?
Obrzydzanie; stanio-czekanie.
A Eukaliptusa nawozu wołanie?!
Jaranie! Branie, maczanie,
na damie chuja wkładanie,
w duszy lat bieganie,
rat ratyfikowanie,
nas do siebie docieranie,
dup kumplowanie,
blask! – denucjonowanie,
mat! Nieustępowanie.
Ład?! Bajanie…kochanie…

Ref. 2. Od ilu lat wymyślamy siebie?
Jak dwieście dwadzieścia wat,
w moim seksie: piss-up,
a ja rad, a druh chwast,
syna pat, umyj twarz!
Rapu kat, muzy szmat…
Nie ma Ciebie a ja się kolebie…

3. Co sobie myślisz kochanie
gdy mi nie jemu wymyślasz śniadanie?
Durny taniec? Z-dupy samiec?
Borowanie, lifting, różaniec.
Odrdzawianie; stanio-czekanie.
Czy Eukaliptusu nasiona sikanie?
(na Janie) Daj mi wołanie!
W dupie twoje kochanie?
Wat – opodatkowywanie,
serc – węzłem rozplątywanie
łud! Rec. Play. Loopowanie.
Bass. Deliberowanie.
Zad? Poza swoim niedotykanie.
Kat! Bajanie…kochanie…

Ref. 3. Od ilu lat wymyślamy siebie?
Jak dwieście dwadzieścia wat,
w moim sensie – bezmięsie;
wegetarianizacja klat,
ojca mat. Nie masz wad!
Rapu kat, mózgu szmat.
Nie ma Ciebie a ja się kolebie…

Nie mam nic, 16 jul, mm9, 71

Ref. Nie mam nic,
nie mam nic przyjaciele.
Czy ja dałem za mało?
Czy dałem za wiele?!

1. Że mohery
mnie nie lubią w kościele.
Że gajery
na mych ziomków: “Menele!”
Że niebiescy
szykują mi celę.
Że u siebie
muszę walczyć w swoje…

Ref. Nie mam nic,
nie mam nic przyjaciele.
Czy ja dałem za mało?
Czy dałem za wiele?!

2. Że mi bank mówi
nara! Przyjdź z powrotem w Niedziele.
Że dziewczyna:
“Umyj pachy i weź środki na cere!”
a Rodzina:
“Twoi kumple to cwele
skoro kradną
oszukują, Aniele!”

Ref. Nie mam nic,
nie mam nic przyjaciele.
Czy ja dałem za mało?
Czy dałem za wiele?!

Że mi Mekke
zamykają turyści.
Że studenty
pijani, pełni nienawiści
nie kumają,
że pedały z nich – przejezdni cykliści,
artyści, patryjoci,
pozerzy i kapitaliści!

Ref. Nie mam nic,
nie mam nic przyjaciele.
Czy ja dałem za mało?
Czy dałem za wiele?!

Wieczny gambit, 30 jul, mm9, 71

1. Dlatego, że Cię nie ma tak stale mnie dotykasz.
Przeszło-bliskości dema w których na mnie serce wypinasz
to jedyna namiastka gdzie moment nie mój ale nasz.
Wędrowania każde słowo przekułem na bagażu stelaż
a boję się Dachu Prawdy Poznania, że ja Ciebie teraz-stanu dekarz.

Ref. Szczęśliwy jestem w swojej
nieobecności siebie u Ciebie.
Na każdym stepie
wącham siebie coraz lepiej
by na pustyni tłumu
pamiętać o Niebie.

2. Ja poczułem kiedyś litość i ze skuchy przed strachem obciąłem Ci brew.
Ja poznałem wtedy miłość i ze strachu przed skruchą wytarłem błękitną krew
o Ciemności Pamiętania, że kruche stany bycia to Rzeczy-ułomności Lew.
Wałęsania myśli prawdy o nieobecności wewnątrz Szymczyk – dj Stef
by bać się zgrania ścieżki odróżnienia chwastów od plew.

Ref. Szczęśliwy jestem w Twojej
obecności Ciebie u siebie.
W każdym trepie
chowam siebie coraz lepiej
by na na igrzyskach pustki
pamiętać o Niebie.

Opis odautorski:
Wiersz jest hymnem ku samotności; rozmową pustelnika z Bogiem/Miłością/Niewiedzą.
Pierwsza zwrotka to zarzut braku pewności i ułomności wiary skierowany w stronę podmiotu lirycznego. Pierwszy wers: “nie ma Ciebie ale Cię czuję”. Drugi: “wspominam przeszłość kiedy wspólna bliskość była oczywista”. Serce było wypięte nie dupa. Skojarzenie jest jednak trafne i podkreśla dawną zażyłość, szczerość i zaufanie. Trzeci: “nie ma Cię teraz”. Czwarty: “cały czas towarzyszą mi wspomnienia o Tobie”. Stelaż jakkolwiek ciąży i ogranicza swobodę pomaga nieść bagaż. Piąty: ‘boję się Cię spotkać by nie zburzyć Idylli wspomnień. Nie chcę przekonywać się o Twojej nigdy niebytności”. Refren: “cieszę się, że nie męczę Cię swoją obecnością. Z biegiem lat rozumiem siebie coraz lepiej i dlatego wolę byś pozostał/a ideałem dla którego nie ma miejsca w rzeczywistości”.
Druga zwrotka to wspomnienie o rozstaniu. Pierwszy wers: “przestraszyłem się Twojego podziwu i dlatego sam nieprawdziwie siebie oczerniłem”. Drugi: “jednak z Twojej perspektywy było to słusznie niewybaczalne kłamstwo”. Trzeci: “dla mnie jest to najbardziej bolesna lekcja pokory”. Czwarty: “bez Ciebie nie ma mnie”. Piąty: “nie muszę jednak nieść bagażu ideału, nie wybierając zaś mogę odpocząć wśród ułomności”. Refren: “Cieszę się, że beze mnie możesz być sobą. Wciąż jestem, bardzo skryty po to by w samotności móc odnaleźć drogę do Ciebie”.
Tytuł: gambit to szachowe posunięcie taktyczne polegające na oddaniu bierki w imię przewago pozycyjnej. Wieczność uwznacznia nazwę o nieprzemijalność i symbolizm.
Wiersz stara się być wyjaśnieniem absurdu stałej obecności Boga/Miłości/Niewiedzy bez dowodu jej/jego istnienia.

Ego, 30 aug, mm9, 71

1. Ja mam Ego, kolego
dlatego poznaję tylko swego.
Mego lego;  twardego,
bezosobowego rozkładu strukturalnego
nie zwęszy obcy góral z Zakopanego.
Bo jak mleko, serca wieko
kwasi mi białość nieznajomego.
A dlaczego? Dla samego
płatnego rygoru samotnego.
A placebo? To me gwiazdy,
cyfro-jazdy i dewiacji toasty
protoplasty sztuczno-sztuki kasty
którą każdy tylko czuje a nie miażdzy…

Ref. 1. Intro-obdukując siebie-wnętrze wobec własnego “Ja”.
Bezczelnie kumulując nudne wnioski, dzielone na dwa.
Wyraźnie preferując przemoc pustki nad społeczne “bla, bla”.
Otwarcie deklaruję bezsens Sensu i haram żyga, beja na kał!

2. Ja mam Ego, kolego.
A dlaczego rozumiem tylko swego?
Bo Dantego pióra reakcyjnego
w Oświeceniu Schoora deko
a kilogram prochu ziemskiego i wybuchowego,
marnego czekania na istnienia Regon!
Dlatego: dla swojego
płatnego rygoru samotnego
wymyślam placebo; dumy gwiazdy
regół spazmy, duszy plastry –
nekro-sztuki dzisiaj-pasty!

Ref. 2. Intro-obdukując siebie-wnętrze wobec własnego “Ja”;
bajecznie konkludując mocy troski, dziwnego typa;
zakaźnie numerując pomoc pustki gdy liczyć już nie ma jak;
otwarcie deklaruję bezsens Sensu i haram żyga, beja na kał!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s