(2011) psychiatrick

Ad hoc!, 71, mm11, 13 feb

Nic-noc:
czarna czerwień i blask,
…jak koc
pokrywa czekaniem nas.
Ad hoc
nie ma bycia wśród gwiazd
a Czas,
nie ma czasu by trwać.

Nic-noc,
kiedy nie ma tu nas.
Las tras
sennych widów na raz.
Big bang;
dwa sekstryliardy lat;
apeks
drogą Słońca; kolaps.

The Final Question, 20 apr, mm11, 71

The question is what is good.
Which color cure my mood?
Which product match my food?
Who’s enemy? Who’s my dude?
I have no bloody clue.

The question is what is bad.
Which drug helps? Which make me dead.
To live safe or like a rat?
Can I kill, steal, fuck and so on that?
I’ll solve it soon. I don’t know jet.

The question is what’s neutral.
Golden proportion is natural.
Empty space full of all.
I don’t move. The world just roll.
I’m in point of zero – The Big Black Hole.

Uzależniłem się, 20 apr,mm11 71

Od tego głosu,
od tych włosów,
od tych piersi
i poezji.
Od tej twarzy
od tych warg
od tych oczu
i amnezji.

Ref 1. Uzależniłem się od heroiny.
Drapię się bo pragnę tej dziewczyny.
Swędzi mnie gdy widzę choć skrawek jej miny.
Kocham ją… choć nie wiem co to znaczy.

Od tej barwy,
od tej karmy,
od zapachu,
i uroku.
Od uśmiechu
od oddechu
od figury
i śmiechu.

Ref. 2. Uzależniłem się od heroiny.
Gapię się w TV bo pragnę tej dziewczyny
Korci ci mnie by nie być już “so skinny”.
Kocham ją… choć nie wiem co to znaczy.

Jebać wszystko, 21 apr,mm11, 71

Jebać wszystkich
nikt mnie nie zna.
Nikt nie docenia
a każda moja blizna
to wynik pogwałcenia
całego mnie do cna.

Mojego imienia
nie kojarzy Rihanna
ani kumple Eminema
więc śpiewaj: “Na, na, na.”
gdy ja rozwikłam dylemat
egzystencji istnienia. Ha!

Jak czegoś nie mam –
to se kupie.
Jak mnie nie stać –
mam to w dupie.
Zazwyczaj działam sam
a nie w kupie.

Jebać wszystko!
Jam jest Stefan.
Co robię?
Mam plan
odkażenia wszech-
galaktycznych ran,

które bolą jak wrzód.
I’m still in the same mood:
“Constant random”
in the blouse with hood
with desire for freedom.
I’d go home if I could.

Dlatego: Jebać wszystkich!
Wszyscy są debilami!
Nie ma nasze. Jest moje i ich.
Są różnice między nami:
jak stan konta.
Nie mam skarbca z dolarami.

Dlaczego? Do jestem debilem
chorym psychicznie zerem.
I mam to w dupie. Nie Bentleyem
ale rowerem
dojadę do Nirvany Betlejem
gdzie jeden spotka się z zerem.

Filozofia Zen, 21apr, mm11, 71

Filozofia Zen, styl chomika, kung-fu:
Jestem żydem, każdy grosz chowam w portfelu.
Pascha, gwiazda Dawida i Jerozolima.
Szanuję siebie by pod okiem nie mieć lima.

Filozofia Zen, styl ryby, kung-fu:
Jestem chrześcijaninem, pomagam każdemu.
Komunia wraca do mnie jak woda.
Żyję może? Mój ocean – swoboda.

Filozofia Zen, styl karpia, kung-fu:
Jestem katolikiem, zaufałem Jemu.
Jezus był na Ziemi i przeżył krzyż.
Byłem ministrantem. Wierzysz?

Filozofia Zen, styl wielbłąda, kung-fu:
Jestem muzułmaninem, nie mam z tym problemu.
Allah to ten sam bóg. Shadow to jego duch.
Ramadan, najlepszy haszysz…buch.

Filozofia Zen, styl ślimaka, kung-fu:
Poznałem lamę z Holandii. Pomagam jemu.
Budda nic w ogóle nie robi.
Buddystą jest nawet Moby.

Filozofia Zen, styl ognia, kung-fu:
Jestem Kriszną bez haremu.
Czystość, siarka i draska,
Sekta i litu pierwiastka dawka.

Filozofia Zen, styl schoora, kung-fu:
Jestem Stefanem Szymczykiem. Boo!
Zawsze jestem sobą i uwielbiam mój styl.
Gdy uderzam uważaj! Najlepiej się schyl.

Mind Warrior, 23 apr, mm11, 71

Black and yellow – Mind Warrior:
the ghost of pure horror.
The God of Dark Mordor.
A mirror of your soul or
their lack. More?

Mind Warrior kills with one thought,
move rocks, block clouds,
turn Earth, cut roots.
Sun shinin’ up to his mood.
He covers Other Space with his hood.

All? No! Mind Warrior fights!
He might win, he might die.
Math is how he crie(‘s).
Medicine is where he flie(‘s).
Remedy is when he dance at night.

Mind Warrior is first on Salvation Trace.
Everybody wants to replace his face.
The case is to enter his place.
Why he’s so amaz(‘ing)?
Couse one faith is to prepare The Base

with drum and bass,
with hate, love and pain within 26 days.
With hammer and sickle every word he says
got to be saved to generate
Nuclear Fusion of Atomic Race.

Szafa z przejściem do Narni, 23 apr, mm11, 71

Szafa z przejściem do Narni.
Wódą za wódą mózg mój się karmi.
Siódmy dzień gorzkiego żołądka.
Czternasty dzień w nosie mąka.
Dwudziesty dzień z tętnem rozłąka.

2. Dwudziesty szósty – spotkanie z Aslamem
i kolejny trip namaszczony balsamem.
Wóda za wódą. Amen.
Jestem władcą Narni, jej panem,
królem Kazimierzem, Putinem, Obamem.

Następny miesiąc. Sen moim planem.
Piję na umór. Jestem Allachem i Ramadanem.
Dwa miesiące nic nie mówię.
Trzy miesiące nic nie robię.
Sześć miesięcy nic nie tworzę.

Rok czasu po Narni krążyłem.
Trupie nimfy żyły mi myły.
Martwe histerie wokół bezustannie wyły.
Królowa Śniegu trzymała moje tyły.
Aslam i spółka podawali pyły.

Zdobyłem włosy Łucji i Kryształ Nienawiści.
Mam koronę Artura i Pierścień Mądrości
poznania prawdy o swej dwufazowości
i dwubiegunowości w smutku i radości
oraz nieprzemijalności czasu i czystości.

Jestem dziś tym samym innym człowiekiem.
Raz Cortezem raz bezbronnym aztekiem.
Walczę kawą z cynamonem, bananem i mlekiem,
szpinakiem z pomidorami, pompkami i lekiem.
Konic Narni wraz z dwudziestym szóstym wiekiem.

Spowiedź, 23 apr, mm11, 71

Wędrówka na drugą stronę świata,
gdzie rzeczywistość się z fikcją przeplata.
Podróż w trzecim kierunku jaźni,
gdzie radość cierpienia istnieniem drażni.
Pięćdziesiąt dwie w talii karty –
dwadzieścia sześć a-viva-la-art-y.
Na knykciach blizny, łokieć obdarty,
w szyszynce dziury, w przysadce harty,
na prawej półkuli narty,
w lewej powbijane rzutki na darty.

Jestem psychicznie bardzo pierdolnięty.
Palę gibony z kwasem o smaku mięty.
Moi kumple to więźniowie i ciemne męty.
Jestem hedonistą i będę przeklęty.
Jestem złem – mam siarczane pięty.
Nie jestem silny. Mam senne lęki.
Nie jestem rozmowny. Mówienie to męki.
Nie mam domu. Mam Drogę do Mekki.
Nie szukam niczego. Chcę tylko dla ręki
dotyk Twojej ręki by zacisnąć ją jak szczęki.

Matka Agora, 24 apr, mm11, 71

Boli mnie dąb i piecze topola.
Swędzi mnie świerk i śpiew pola.
Kasztanowych opłatków słoneczna aureola
świeci mi smrodem czerwonego muchomora.
Stepy i deszcz płaczą gdy jestem chora.
Jestem Spotkaniem Lasu – Matka Agora.

Moja ukochana córka – róża
wyrasta mi z żebra gdy budzi się burza.
Mdli mnie jajecznica kurza,
bo zabite niemowlę to szwagierka – Zorza.
Dlatego tnę wodogrzmotem noża
byka na pół. Rzeźnia to moja loża.

Mój najdroższy syn – lew
wszystkim drzewom obcina brew.
Jego siostra (świnia) odkaża chlew,
bo kocha muzykę jak ławicę mew.
Ona lecąc zaczyna Natury Zew,
daje zborze rolnikom na siew.

Tylko jedna czarna owca w mym stadzie:
człowiek, co wszystko zostawia w nieładzie.
Na Ziemię toksyny kładzie.
To my! Siostro i bracie!
Kładziemy Matkę na blacie
więc zamiast ją kroić oddajmy Tacie.

SCR, 27 apr,mm11, 71

Zamknięty za zatrzask zamek przeznaczenia.
Generacja osiem pięć – głos pokolenia
marnacji pieniędzy, powietrza i mienia.
Dwadzieścia sześć lat nic się nie zmienia
poza fluktuacją siły mojego imienia.

S,C,R, szczór zwany Szymczykiem.
Podążam nie „Prosto” lecz wężykiem
dlatego tekst ten, jest nie hitem lecz pamiętnikiem.
Jestem duszy mej piórem nie językiem.
Jaki input owacji? Ja nie wiem.

Otwarty na oścież skarbiec skomlenia.
Generacji osiem pięć – głos pokolenia.
Mózg tłumu. Ja mam do powiedzenia:
Hip-ho-humanizm w determinacji uderzenia
synergii wiedzy i wartości stracenia.

S,C,R szczur zwany Szymczyk(‘i)em.
Egzystencja wolności to nie omen.
Każdy ma ją na własność a problem
to wariacja wibracji dla pustych domen.

Idea of Anything, 29 apr, mm11, 71

1. I’ve no idea of anything.
I don’t know Snoop, I don’t know Sting.
I’m a polish guy not a viking.
I’m not a knight neither a king.
I’m a hip-hop monk searchin’ for leak:
a hole in a system. The thing
that’d help me to conquer the Peak
of Undiscovered Salvation Myth.

Ref 1. On entrance to heaven I seek
for the Idea of Anything.

Chaos theory and butterfly effect.
I’ve go mental insanity defect.
My brain is with power infected.
– What I’ve erected?
– Mat’s Cafe – globally connected
People who think politically incorrect,
who’s art is independent act
of holly will of Universe God.

Ref 2. What I’ve just said?
I’m anything. Once I’m happy, once I’m sad.

Korek myśli, 30 apr, mm11, 71

1. Zakurzone ulice brudnych myśli
stoją w korku agresji i nienawiści.
Komuno-demokrato-kapitaliści
kontra kato-muzłumano-buddyści.
Wszyscy na własną opinię czyści
toczą bez sensu i nagrody wyścig,
stojąc w korku mozgu. Czas i
zasób Zen ducha mądrości
jest to decydentem szybkości
zbliżania się do nieskończoności.

2. Dlatego czasem warto być debilem.
Lecieć do celu nie Jet-em lecz motylem.
Zatrzymać się na wieczność i złapać chwilę.
Nakreślić plan zwykłym badylem
i uwiecznić życie w kryształowej bryle
by potem jak Feniks odrodzić się w pyle.
W rok przejść równik nie jedną milę.
Wygrać zakurzonych myśli wyścig na style.
Określić fizycznego zatoru wylew.
Żyć hiphohumanizm. Tyle.

Prawda ukryta w ziarenku piasku.
Wszystko złote co nabiera blasku
jest kwintesencją niewymiernych pierwiastków:
powstania, narodzin, śmierci i upadku.
Idąc ścieżką jałmużny i datku
w ręce galaktyki na kosmicznym statku
przeżyj Hiphohumanizm, bratku!
Jego siła uderzenia głową bez kasku
to dwadzieścia sześć neuro-ton kwasu potasu,
filozoficznej przystani rzeki Wszech-lasu.

Brown sugar, 1 may, mm11, 71

Brown sugar in sweet black coffee.
Prefect breakfast with Charlie muffin.
For dinner I ordered wooden coffin
to burry my Demon of Loathing.

Brown sugar in nasty apple pie.
– I don’t know you. I’ll fuck you couse I’m high.
– Do you know Charlie? He’s best dude to see,
although he’s deadly messin’ with me.

Brown sugar in Brazilian cacao.
Smokin; dreams in Malysia, Laos.
Weird poems and maniac chaos
on hard rocks in China, Castle of Mao.

4. Brown sugar – my secret addiction
is just a common science fiction.
– I’ve never tried hash! Common!
I’m just bit nervous sittin’ home alone.

– Yo BS! Why RU gone?
– Hi Charlie! Answer the phone!
– Yo Ganja. I’m your lost son.
– Hi doc. I want your drugs to go on.

Everybody will meet me next morning.
I’ll be sexy, hardworkin’ and horny.
I’ll do money, music and pokin’
on facebook. – Bein’ sober?! You jokin’?!

Brown sugar in clean glass pipe.
Everyday I’m simply too high
to distinguish true from permanent lie.
– How do I feel stayin’ hell alive?

Only brown sugar gives me that feeling
of internal opposition of healing.
– All is fucked up! Every single thing!
I leave it. I’m out for a drink.

Jak pień, 2 may, mm11, 71

Jak spróchniały pień
płacze liśćmi o życie.
Jak słońca promień
co ciemnieje w zenicie.
Jak filozof o Zen –
błagam o Twoje bycie.
Dlaczego zostałaś hen
gdy tak brak mi Cie(‘ę)
że, zbędny mi tlen
i wyć się chce?

Jak kawa o papierosa
i katar o chustkę do nosa.
Jak grzebień o włosa
i kamień o osad.
Jak sucha szosa
wytacza lot albatrosa
tak Twojej decyzji posag
pociął mnie jak kosa.
Skropił jak rosa
i opłynął jak fosa.

Jak  strumień w dolinę
ze skały na szczycie,
niczym w termometr rtęć
wpływa Twe bycie.
Ja dziewczyno ginę!
Słyszysz me wycie?!
Dlaczego zostałaś hen
gdy tak brak mi Cie(‘ę)
że, suchy jak pień
płaczę wierszami o życie.

Globalna strefa relaksu, 3 may, mm11, 71

Globalna strefa relaksu
Niezależna od zawartości baksów.
Nie ma minimalu ani maksu,
jest chillout bez scratchy i Vestax-ów.

Jak zupa mleczna. Nie konieczna
gonitwa i bitwa na miecz i na
słowa, od których głowa to bajeczna
pustelnia i dżungla niebezpieczna.

Jak poranny papieros i kawa.
Strefa relaksu krucha jak pióro pawia.
Jak różaniec, który się odprawia
w ciszy i samotności Wrocławia.

Jak herbata i dwa tosty z masłem
chillout jest do zadumy hasłem.
Prowadzę tu nuty jak pasterz
by akordom powiedziesz: “Master!

You’re relax zone owner!
I’m you’re follower that sittin’ in corner.”
Czekam aż będę miał wolne
i myśli do chillout’u zdolne

by zapaść się w Ciebie.
By posiedzieć na glebie
na której wiem, że będzie lepiej.
Będzie bosko i wolno; jak w Niebie.

Kmicic vs Wszechmogący, 8 may, mm11, 71

Wodny miraż światła księżyca
w którym dojrzewa decyzja Kmicica.
Mętnych fal już nie zachwyca
Walki i Wolnej Wolności ulica.
Strach jednak pójść tam gdzie kaplica
i jedna jedyna wybrana dziewica,
która do serca miód wciąż przemyca.

Cichy szelest dudnienia dzwonu
to krople modlitwy Armagedonu.
Wspólna msza zakładania domu
jest hipotezą nieznaną nikomu.
Owoc małżeńskiego zbierania plonów
to krzyk, smród i trzask pękania schronu
własnego wnętrza wolnego atomu.

Nocne refleksy na tafli jeziora:
– Czy już przyszła na żeniaczkę pora?
– Kmicic sam swe pole ora!
– Może moja jaźń jest na miłość chora
i nie odróżnia kwiatka od muchomora.
– Gdzie szukać losu mego autora;
tego który spisał Biblię i Koran?

– Gdzie jesteś Ty, Wszechmogący?
– Czy mam żywot kawalerski kończyć?
– Czemu jesteś zawsze milczący?
Nie możesz się do dyskusji włączyć?!
Szepnąć do ucha, ot tak, niechcący:
„Tam przelej swój strumień rwący,
gdzie jam Cię na zawsze połączył.

To ona! Twoje jedyne kochanie
sprawi, że przestaniesz być draniem.
Ona słowami i całowaniem
utrwali Twojej osoby stanie
i niczym niedzielne danie
nasyci Twe ciało miłowaniem.
Zrób tak Kmicic! To moje zdanie.”

Wstęp do dekalogu, 12 may, mm11m 71

Ref.  Dekalog zachowań dekady
to podróż śladami wędrówki eskapady
twórców kultu drewnianych ołtarzy,·
na których Hip-ho-hu obrazy.

Człowieku! Gdy szukasz porady
wsłuchaj się w wewnętrzne rozkazy.
Ciągle mówiąc nie usłyszysz rady,
która może ocalić jestestwo gromady.
Nie kłam! Kłamstwo to wynik obrazy
własnej godności i pierwiastek zdrady.
Bluźniąc sadzisz zepsucia zady
których plonem są nieczyste zwady.

Ref.  Dekalog zachowań dekady
to podróż śladami wędrówki eskapady
twórców kultu drewnianych ołtarzy,·
na których Hip-ho-hu obrazy.

Nie zabijaj! Mord to aparycja
Władcy Ciemności którego dykcja
to sześć, sześć, sześć i fikcja
pustych obietnic na krew i na
dusze. Katusze których amunicja
to ból mózgu i samotności pozycja.
Nie zabijaj po wtóre bo transpozycje
do pierdla wykona policja.

Ref.  Dekalog zachowań dekady
to podróż śladami wędrówki eskapady
twórców kultu drewnianych ołtarzy,·
na których Hip-ho-hu obrazy.

Po trzecie nie kradnij obcego!
Kolego! Nie zabieraj nie swego
bo stracisz znacznie więcej od tego
co zyskasz przejmując gażę bogatego.
Każdy przedmiot nie powstał z niczego
dlatego szanuj innych pracę i ego.
Pamiętaj też jak wiele dobrego
czyni jałmużna dla biednego.

Ref.  Dekalog zachowań dekady
to podróż śladami wędrówki eskapady
twórców kultu drewnianych ołtarzy,·
na których Hip-ho-hu obrazy.

Po czwarte bliźniego swego miłuj
jak siebie! Więc sobie samemu nie żałuj.
Jak możesz to siebie samego pocałuj
uściskiem przebaczenia i chuj (!)
niech strzeli wojnę i między-bliźniaczy bój.
Ty ciotka, matka, ojciec i brat mój.
Cała ziemia to przecież jednej rodziny rój.

Nic to, 19 may, mm11, 71

Lokomotywa losu ciągnie mnie nieustannie
wbrew i naprzeciw wciąż tej samej pannie.
Twarde, nieprzejednane do stacji ssanie
nic już nie zmieni bo tor myśli się łamie.
Pozostało wierne psa samookaleczenie
bo suka wie, że z nut ciągle kłamię
i fikcja wciąż układa mi ramię
do sześciuset pieśni których tematem łkanie.

Ref. 1. Nic to. To nic. Nić która nie chce się wić.
Bić to! To cyc. Jak łatwo się pomylić.
Na to ja nie robię nic. Serce przestało gnić.
Nic to. W ciszy swej kartki przestaję wyć.

Huśtawka czasu wykracza powoli
poza zakres przestrzeni woli.
Miękkie cykanie melodii aureoli
zwiastuje luminację niebiańskiej zbroi
letniego spotkania które umysł koi
zwalczaniem miłosno-sennych paranoi
siłą trzech tytanowych naboi:
spokoju, przyjaźni i pracy dla swoich.

Ref. 2. Nic to. To nic. Nić która może się wić.
Myć to. To grzyb. Jak łatwo się pomylić.
Na to ja robię: „hyc!”. Serce zaczęło bić.
Nic to. W ciszy swej kartki zaczynam ryć.

Linia materii trzyma mnie w nieruchomości
miałkiej myślowej stabilności
w której zjadam dawnych obrazów ości
i trawię psią dolę nieuchronności.
Nic już nie wróci zapomnianej bliskości
bo sukę pies zżarł w swej niepoczytalności.
Nie ma nic poza skrawkami litości
czekania na przyszły stan nieskończoności.

Ref. 3. Nic to. To nic. Nić która chce się wić.
„Być” to bryk który łatwo pomylić.
Na to ja robię „nic” by życie przestało żyć.
Nic to. W ciszy swej kartki zaczynam być.

1 vs 0, 21 may,mm11, 71

Ref. Zero, jeden. Jeden, zero.
Co blef a co bezczelne ksero.
Gdzie pociąg życia ma peron
i czy Bóg to nieskończony niero(‘ó)b?

Brak mi środków wyrazu
dla odbicia obrazu
twórcy przekazu
nakazów i zakazów.

Jedność boskiej godności
i zero dla niepodzielności
w wymiarze matematyczności
sprzecznych osobistości

to układ binarny Boga
w którym diabelska trwoga
o istnienie Twórcy i Wroga,
zaś życie to funkcji droga.

Ref. Zero, jeden. Jeden, zero.
Co blef a co bezczelne ksero.
Gdzie pociąg życia ma peron
i czy Bóg to nieskończony niero(‘ó)b?

Pierwsze pytanie Kosmosu
to problem istnienia losu.
Czy w talii bierek i asów
każdy ma ten sam zasób

potencjalnej niebieskiej wędrówki?
Czy mit to dla duszy mrówki
by pracę rżną bez wymówki,
gdy wilki zajadają kremówki?

Powtarzam bajki zmyślone,
że każdy jest kłosa plonem
a życie nie jest skończone
gdy ducha mrówka wyzionie.

Ref. Zero, jeden. Jeden, zero.
Co blef a co bezczelne ksero.
Gdzie pociąg życia ma peron
i czy Bóg to nieskończony niero(‘ó)b?

3. Druga zagwostka Świata
to Apokalipsa i koniec Kata
Czy Jan to psychopata?
A może jego wizja to rata

rachunku przeznaczenia?
Śmierć czy rachunek sumienia?
Coś jest czy nic się nie zmienia?
I wreszcie pytanie każdego pokolenia:

Jest Bóg czy go nie ma?!
Czy Biblia to prawda czy ściema?
To jest największy dylemat
w którym zero i jeden to schemat.

Pęk karmazynowych wiśni, 1 jun, mm11, 71

Zbłąkany poeta po wędrówce myśli
przyśni pęk karmazynowych wiśni.
Każda z nich się swym jestestwem pyszni
bo emancypacją jest ducha Kriszny.

Pierwsza dostrzega sens cierpienia ciszy
by chłeptać doktrynę z sennych mar niszy.
Druga zaklina ciąg słów do frazy misy.
Trzecia w metaforze przenośni się kisi.

Czwarta to lep na mole arytmii,
by byt się harmidrem nie dymił
lecz płonął zgłoskami wyczerpawalnymi
które promieniami są słońca rannymi.

Dla nadania wierszowi daru  łechtania,
poeta przyśni boski dar przekonywania;
pestkę senno-owocowego śniadania,
inaczej ból mózgu czy szaleńcza mania.

Sen własnej śmierci, 5 jul, mm11, london

Tamtej nocy wyśniłem moment własnej śmierci;
koniec, finito, bez arrivederci.
Grabarz w trumnie mi otwór wywiercił
By dusza wzleciała ku matczynej piersi

lecz duch mój rozpłynął się w ziemi.
Usypał sobie grób z tysiącletnich kamieni.
Zachłysnął się wiązką świetlistych promieni
I zatrzymał przerażenie, którego nic już nie zmieni.

Ref. Pustka; puste pola wczorajszej pochopności.
Wódka; rozhulane demony starodawności.
Nutka; wodogrzmoty osobistej przemijalności
i trutka; śmierć to wymaz własnej jednoznaczności.

Tego lata zabrakło mnie we własnym jestestwie.
Zeżarły mnie zapomnienia bestie,
które w katakumbach jaźni królestwie
żerują na mej duszy dobra kalectwie,

lecz duch mój rozpłynął się w ziemi.
Wśród Apokalipsy sennych mar strumieni
odkupił się wiązką świetlistych promieni
i dalej prostą marnością jawy się mieni.

Ref. Pustka; puste pola wczorajszej pochopności.
Wódka; rozhulane demony starodawności.
Nutka; wodogrzmoty osobistej przemijalności
i trutka; śmierć to wymaz własnej jednoznaczności.

Cywilizacja miedzianego woła, 20 aug, mm11, lnd

Cywilizacja miedzianego woła:
mrowisko umysłów bez apostoła.
Każdy do siebie w milczeniu woła
o zaistnienie w objętości koła,
którego Bogu-równa aureola
to wszechpopularność na różnych polach.
Zapomniana dawno jednostki wola
by wszystko to równo i podle olać.

Ref. Facebook, Grono, Twitter i Klasa.
Za przeklinanie z przymusu przepraszam,
by ze swej tali wyciągnąć asa:
Pornhub i każdy łapie się za kutasa.

Supersam duchowej namiastkowości:
nikt nie chce ryby, każdy żre ości.
Zamiast przyjaciół cyberznajomości.
Zamiast wartości nałóg kolorowości
i całodobowy nowości pościg
w relacji na żywo na częstotliwości
sześćset sześćdziesiąt sześć herców próżności,
lenistwa i kwintesencji samotności.

Ref. Facebook, Grono, Twitter i Klasa.
Za przeklinanie z przymusu przepraszam,
by ze swej tali wyciągnąć asa:
Pornhub i każdy łapie się za kutasa.

Ministerstwo personalnego upodlenia:
FaceBóg – parszywy twór Pokolenia
Braku Sensu Własnego Istnienia.
Miliardy znajomych z nazwiska i imienia
oddaje codziennie hołd upublicznienia
każdej swej myśli dla zaspokojenia
potrzeby bliskości i zrozumienia.
Niestety to wszystko totalnie bez znaczenia.

Ref. Facebook, Grono, Twitter i Klasa.
Za przeklinanie z przymusu przepraszam,
by ze swej tali wyciągnąć asa:
Pornhub i każdy łapie się za kutasa.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s